Taksówka cenniejsza niż złoto

Taksówka cenniejsza niż złoto

Poruszanie się prywatnym samochodem po Manhattanie dla jednych bywa koszmarem, dla innych – swego rodzaju przywilejem. Wszystko za sprawą dużego natężenia ruchu oraz stosunkowo małej liczby parkingów. Na wyspie długości 21 km i szerokości od 4 do 12 km porusza się dziennie ponad milion aut. Przez ostatnie 40 lat liczba pojazdów wzrastała sześciokrotnie szybciej niż liczba mieszkańców. W mieście, które nigdy nie śpi, mimo rozbudowanej komunikacji miejskiej (podziemnej i naziemnej) ok. 12 tys. taksówek marki Ford Crown Victoria ma problem z zaspokojeniem zapotrzebowania.

Inwestycja w licencję

Każda nowojorska taksówka musi mieć licencję, której wydawanie podlega surowym obwarowaniom. Nie jest to jednak dokument, a specjalnie wybity aluminiowy medalion. Władze miasta ustaliły, że liczba wydanych koncesji wynosi 13,237 tys. sztuk., 40 proc. wszystkich zezwoleń stanowią licencje indywidualne, które mogą być wykorzystywane wyłącznie przez właścicieli, pozostałe to licencje korporacyjne, które można podnajmować, odkupić lub sprzedać. W latach 40. ubiegłego wieku medalion można było nabyć za 10 dolarów, jednak przez ostatnie 70 lat jego wartość rosła średnio o 16 proc. rocznie. Dziś licencja na wolnym rynku jest warta fortunę: średnia cena wynosi blisko 700 tys. dolarów, choć w 2011 roku dwa medaliony sprzedano za rekordową kwotę – miliona dolarów!

Właściciele koncesji uważają je za dobrą inwestycję – nawet przy zatrudnieniu kierowcy taksówka przynosi średnio nawet 7-8 tys. dolarów zysku miesięcznie. Kierowca (najczęściej imigrant) dostaje do kilkunastu dolarów za godzinę, resztę zgarnia właściciel. Królem nowojorskich taksówek jest szef firmy Medallion Financial – Andrew Murstein, potomek polskiego emigranta, który w 1937 roku kupił za 10 dolarów licencję i z biegiem lat dorobił się pokaźnej firmy taksówkarskiej. Tania siła robocza

Przewożenie osób jest często pierwszym miejscem pracy dla ludzi, którzy przyjechali do Ameryki spełnić marzenia, jednak za kierownicą wytrzymują średnio pół roku. Wszystko za sprawą niskich płac, braku ubezpieczenia, 12-godzinnych zmian i ciągłego stresu. By zostać licencjonowanym taksówkarzem w Nowym Jorku, nie trzeba mieć wysokich kwalifikacji. Wystarczy prawo jazdy, zezwolenie na pobyt w USA i podstawowa znajomość angielskich liczebników. Ulice na Manhattanie nie mają nazw, jedynie numery, które rosną kolejno z południa na północ, zaś numery alej ze wschodu na zachód.

W przypadku podnajmu koncesji, kierowcy muszą płacić właścicielowi medalionu około 1,8 tys. dolarów/tydzień – bez względu na utarg. Bieżące naprawy, tankowanie wozu i mandaty taksówkarze pokrywają z własnych pieniędzy. By nie dokładać do interesu, podnajmujący taksówkę kierowca powinien zarobić dziennie co najmniej 150 dolarów.

Zysk bez ryzyka

Co roku nowojorczycy wydają na taksówki ponad miliard dolarów, co daje przychód rzędu 80 tys. dolarów na pojazd. Oczywiście, od tej sumy odprowadzony zostaje podatek oraz opłata za wynajem koncesji. W tak dużej aglomeracji taksówki są nieodłącznym elementem miejskiego życia, na które popyt jest w zasadzie niewyczerpany.

Taxi

Taxi

Skoro jest tak duży popyt, to czemu nie ma podaży? Okazuje się, że Taxi & Limousine Commission, urząd odpowiedzialny za wydawanie koncesji, wyemitował większość medalionów wiele lat temu. Przez bardzo długi okres pula licencji nie została powiększona, dzięki czemu ich wartość stopniowo wzrastała. Ich posiadacze, głównie duże firmy, uważają, że medalion w portfelu inwestycyjnym jest zyskiem bez najmniejszego ryzyka. Miasto nie wydaje przecież nowych licencji.

Stres ponad normę

Taksówki są zarówno kochane, jak i znienawidzone przez nowojorczyków, a zwłaszcza mieszkańców Manhattanu – najdroższej dzielnicy Nowego Jorku zamieszkałej przez blisko 1,5 min ludzi. Wśród nich są głównie bogaci biznesmeni, bankierzy i maklerzy giełdowi. Co dzień do tej części miasta napływają miliony osób: pracownicy biur dojeżdżający z innych dzielnic lub z przedmieść oraz rzesza turystów.

Monstrualne natężenie ruchu połączone z nieustanną rywalizacją sprawia, że taksówkarz zmuszony jest do agresywnej jazdy i łamania przepisów ruchu drogowego. Według policyjnych statystyk ulice Nowego Jorku są dla kierowców najniebezpieczniejszym miejscem na całym kontynencie, a co roku w mieście dochodzi do 4,5 tys. wypadków z udziałem żółtych taksówek. Napiwek dla taksówkarza przeobraził się z zapłaty za ponadprzeciętnie wysoką jakość usługi w wyraz wdzięczności za to, że dojechałeś na miejsce cały i zdrowy.

Nowojorskie taksówki będą… japońskie

Nadchodzi zmierzch ery legendarnych, paliwożernych Fordów Crown Yictoria. Następcą będzie praktyczny i kompaktowy Nissan. O zawarciu kontraktu wartości około i mld dolarów poinformował burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg. W przetargu Nissan pokonał takich konkurentów jak amerykański Ford Motor i turecki Karsan Otomotiv.

Nowy model taksówki został ostatnio zaprezentowany podczas salonu samochodowego w Nowym Jorku. Auta będą wyposażone w przeszklony dach i urządzenie do ładowania telefonów komórkowych. Dodatkowo cichy klakson jest sprzężony ze specjalnymi światłami zewnętrznymi, dzięki czemu taksówka Nissana ma przyczynić się do obniżenia hałasu w Nowym Jorku. Nowe samochody mają wyjechać na ulice miasta z początkiem 2014 roku.

To bez wątpienia koniec pewnej epoki, a pejzaż Nowego Jorku zmieni się nieodwracalnie. Zamiast długim sedanem, pasażerowie podróżować będą wąskim i wysokim minivanem. Nie zmienia to faktu, że Andrew Murstein codziennie z okien biura będzie dalej oglądał swoje żółte imperium.

Bolesław Adamiec

Facebook Comments

Artykuły użytkownika

Facebook Comments