Z uporem do przodu – Kulturysta Robert Kiesz cz.1

Z uporem do przodu – Kulturysta Robert Kiesz cz.1

Nawet na tle swoich konkurentów – bądź co bądź zawodników’ światowego formatu – Robert Kiesz wyróżnia się wspaniałym umięśnieniem obręczy barkowej. Miesiąc temu zdobył w Białymstoku tytuł mistrza Polski Kategorii 90 kg. W 40. roku życia i po kilkunastu latach ciężkich treningów po raz pierwszy stanął na najwyższym podium. Nowy mistrz Polski po raz pierwszy opowiada o tym, jak wyglądała jego długa droga do zdobycia złotego medalu.

Mieszka w Pile, a pracuje w Wałczu jako nauczyciel WF. Wałcz od Piły dzieli odległość IZ km. Robert nie ma samochodu, więc korzysta z prywatnych busów, które kursują na tej trasie kilkanaście razy dziennie. Jest absolwentem AWF. Praca w szkole (od 16 lat ;est to Szkoła Podstawowa nr 1) sprawia mu wiele satysfakcji. Z zadowoleniem obserwuje, jak pod jego okiem uczniowie i uczennice nabierają kondycji oraz podnoszą swoją sprawność fizyczną.

Robert Kiesz

Robert Kiesz

Gdy wrócił do Wałcza ze złotym medalem mistrzostw Polski, dyrektorka szkoły zorganizowała apel z udziałem wszystkich uczniów. Robert pokazał swoje trofea, a na zakończenie zademonstrował muskulaturę. Cała szkoła zaniemówiła z wrażenia, a potem rozległ się jeden wielki krzyk zachwytu. Od tego czasu na lekcjach Roberta uczniowie aż się prześcigają, aby jak najlepiej wykonywać jego polecenia. Na korytarzu kłaniają mu się nawet ci uczniowie, z którymi nie ma zajęć. Wie, że ma wśród nich autorytet i jest to miłe uczucie.

Liczy się każda minuta

Do pracy Robert wstaje o 4.45, próbował na różne sposoby, ale z napiętego grafika tych pierwszych porannych godzin nie da się wyrwać nawet kwadransa. Tuż po wstaniu z łóżka, jeszcze na czczo, Robert zalicza na rowerku godzinę ćwiczeń aerobowych. Jedząc śniadanie, równocześnie przygotowuje wyżywienie na pozostałą część dnia: pięć 250-gramowych porcji kurczaka, zapakowanych do oddzielnych pojemników. Po śniadaniu zaczyna się już liczyć każda minuta: o 6.50 trzeba być na przystanku, z którego odjeżdżają busy do Wałcza. Podróż trwa 30 minut. Po drodze zdarza się Robertowi przysnąć, ale kierowcy dobrze go znają i budzą na przystanku przy szkole. Po pracy, ok. 14.00, powrót busem do Piły. To znowu okazja do krótkiej drzemki.

W domu pół godziny aerobów, krótki posiłek i już można rozpoczynać pracę na „drugim etacie”, w charakterze instruktora w klubie kulturystycznym, przy hotelu „Rodło”. Ta praca trwa od godz. 16.00 do 21.30. W tym czasie, wykorzystując wolne chwile, Robert wykonuje własny trening. Około godz. 22.00 wraca do domu, zjada ostatnią porcję kurczaka i jeszcze przez godzinę jeździ na rowerku stacjonarnym. Zasypia po północy, ale robi to w takim tempie, że czasem nie zdąży zdjąć skarpetek. A o godz. 4.45 znowu brzęczy bezlitosny budzik…

W sobotę i niedzielę mistrz Polski wyłącza telefon i próbuje odespać zaległości. Nie bardzo to wychodzi. Człowiek to nie automat, który można włączyć i wyłączyć o dowolnej porze. W ciągu ostatnich kilku miesięcy podczas weekendów starał się spędzać dużo czasu z córką. W poprzednich latach Alicja trenowała gimnastykę akrobatyczną. W tym roku prawie zapomniała o sporcie, ponieważ przygotowywała się do matury. Ale zawsze pamiętała, aby okazywać ojcu wsparcie psychiczne. Przecież wiadomo, jaki drażliwy robi się człowiek w okresie zrzucania wagi. Jeszcze w grudniu, w okresie budowania masy mięśniowej, Robert ważył 110 kg. W Białymstoku po raz pierwszy wystąpił w kategorii 90 kg. W ciągu kilku miesięcy zrzucił więc 20 kg.

– Było ciężko – przyznaje – ale udało się.

 

Czytaj dalejhttp://moontravels.com.pl/z-uporem-do-przodu-kulturysta-robert-kiesz-cz-2/

Facebook Comments

Artykuły użytkownika

Facebook Comments