Z uporem do przodu – Kulturysta Robert Kiesz cz.2

Z uporem do przodu – Kulturysta Robert Kiesz cz.2

Rodzinny sport

Najgorsze, że okres intensywnego zbijania wagi przypadł w tym roku akurat na Wielkanoc. Wszędzie unosił się zapach pieczonych ciast i innych smakowitości, a Robert chwilami żałował, że natura obdarzyła go tak czułym zmysłem powonienia. To już szósty rok intensywnego reżimu treningowego i organizm z coraz większym oporem reaguje na zwiększone dawki ćwiczeń. Na ławce poziomej wyciska 190 kg, w przysiadzie – 270 kg, w martwym ciągu trzy lata. temu uniósł 290 kg. A to nie są wcale rekordy. Od paru lat Robert nie stosuje maksymalnych obciążeń, bo to grozi kontuzjami. W bicepsie ma obecnie 47 cm – praktycznie tyle samo co przed dwoma laty. W okresie pozastartowym aż do końca czerwca będzie się starał utrzymywać wagę ciała na poziomie 93 kg. Dopiero po zawodach w Rypinie i Stargardzie Gdańskim pozwoli sobie na trochę więcej luzu.

Robert Kiesz

Robert Kiesz

Jako junior Robert uprawiał rzut oszczepem, zdobył nawet – jak wspomina z uśmiechem – jakiś medal. Może stąd te mięśnie naramienne? Ale nie, raczej to wpływ genetyki, ponieważ w okresie studiów Robert jeszcze nie interesował się kulturystyką. Dopiero gdy rozpoczął pracę w szkole, zaczął zaglądać do klubu kulturystycznego w Wałczu. Jej właściciel znał Ryszarda Sarnowskiego z Piły, który był jednym z pierwszych w Polsce sędziów i działaczy kulturystycznych. Sarnowski był znany z tego, że przed zawodami proponował start niemal co drugiemu chłopakowi ćwiczącemu w klubie. Któregoś dnia Sarnowski zobaczył trenującego Roberta.

– Nie chciałbyś wystartować w zawodach? – zapytał. – Akurat za tydzień mamy w Pile mistrzostwa Polski.

– Nawet nie mam w czym – odparł Robert.

– Nie ma sprawy, skombinuję ci slipki.

To była „kusząca” propozycja, ale wtedy

Robert jeszcze nie zdecydował się na start. Jeszcze nie czuł się przygotowany. Przez rok ciężko trenował i w 1999 roku wystąpił w Debiutach Kulturystycznych w Bydgoszczy. Ku własnemu zdziwieniu wygrał je dosyć łatwo. Dopiero wtedy uwierzył, że kulturystyka może stać się dla niego sposobem na życie. Żona [bo wtedy miał jeszcze żonę] zaakceptowała tę nową pasję. Docinała tylko, że kulturystyka to taki typowy sport rodzinny: cała rodzina oszczędza, aby jedna osoba mogła ją uprawiać. Aż w końcu nie wytrzymała tych ciągłych ograniczeń finansowych, spłat kredytów i wakacji spędzanych w domu, z krótkimi wypadami do lasów otaczających Wałcz ze wszystkich stron.

Zapomoga dla mistrza

Nawet jako mistrz Polski Robert ciągle nie ma jeszcze zasobnego finansowo sponsora. Sporo osób pomaga mu prywatnie. Piotr Bazeli, były kulturysta, kupuje suplementy i dopłaca do wyjazdów na zawody. Kilka osób odpala drobne sumy za porady w sprawie treningu lub diety. Nawet mama emerytka wyciąga z portmonetki parę złotych, aby w lodówce Roberta zawsze był zapas drobiu. Jednak już od lat głównym sponsorem Roberta jest szkolna kasa zapomogowo-pożyczkowa. Zimą bierze z niej 3 tys zł (więcej się nie da), które później spłaca przez cały rok. A swoja drogą, w okresie przedstartowym Robert potrzebowałby cztery razy więcej pieniędzy, aby przez te trzy – cztery miesiące móc się skupić wyłącznie na treningach. Najwięcej pieniędzy wydaje na żywność i suplementy. Organizmu nie da się oszukać: zawodnicy najcięższych wag wydają na to znacznie więcej niż zawodnicy lżejsi o 20-30 kg.

– Zawsze jest coś za coś – mówi filozoficznie Robert. – Te kurczaki i suplementy sporo kosztują, ale za to oszczędzam na papierosach, nie jadam w restauracjach, nie dokładam do samochodu. Jestem pewien, że dzięki zdrowej diecie i regularnym treningom stan mojego zdrowia jest dużo lepszy niż przeciętnego mężczyzny w średnim wieku. Wielu zapłaciłoby każde pieniądze, aby wyglądać tak jak ja i czuć się tak jak ja.

 

Czytaj dalejhttp://moontravels.com.pl/z-uporem-do-przodu-kulturysta-robert-kiesz-cz-3/

Facebook Comments
1 comment

Artykuły użytkownika

Facebook Comments